poniedziałek, 6 sierpnia 2012

i tak to się kręci. ...czyli jak kręcimy kremik!


Ostatnio kolega nasz serdeczny, licealny zajrzał do nas przed wypadem na wiosenne narty. Od słowa do słowa wspomnieliśmy dawne czasy i moja mama, jak to zwykle kiedy widzi przyjaciół zapytała czy ma krem na wyjazd. Kolega na to:
 – Jaki krem? Ten co w kuchni kręciliśmy?!
Nikt już nie pamiętał, ani ja, ani mama, że za czasów licealnych, w głębokiej komunie, rzeczywiście zdarzało się, że się kremik w sobotnie popołudnia kręciło między podwieczorkiem a zadaniem z matematyki, pilnując, żeby wrzątkiem z kąpieli wodnej się nie oblać!
No, niektóre wspomnienia mają prawo się zacierać minęło już dobrze ponad 20 lat…
Odkopałam stare receptury, za które, wieść gminna niesie, moja mama płaciła w latach 70 ubiegłego stulecia (!) jakieś chore pieniądze. Pożółkłe, cienkie kartki zapisane maszynopisem zalegające gdzieś na dnie szuflady. Kawał historii!


Dzisiaj historia kremu może wyglądać tak, i każdy może ją sobie dowolnie opatrzyć atrakcyjnym obrazem.



Prawda jednak wciąż jest taka 

sama i kremik wciąż ten sam, 

jakby nie były zilustrowane!!! 

Podstawą jest dobra baza 

tłuszczowa, niestety trochę 

pracochłonna w przygotowaniu, 

o czym kolega wspominał z rozbawieniem.



Na kąpieli wodnej rozgrzewamy powoli:

Euceryna

Cera alba

Alkohol etylowy

Olbrot

Dodajemy szczyptę boraksu rozpuszczoną w 

wodzie destylowanej.Całość w naczyniu z 

kąpielą odstawiamy, ucieramy do wystygnięcia 

kąpieli wodnej. Niestety trochę to potrwa. Do zimnej bazy dodajemy składniki aktywne. I  
 kręcimy, kręcimy, kręcimy... !!!!

 


U nas to jest najczęściej czysty retinol – 

niekwestionowany król naprawy skóry. Jedna 

z niewielu substancji o naukowo  udowodnionym 

wpływie na kondycję skóry przy podawaniu 

naskórkowym.
Oto nasz krem.