Ostatnio kolega nasz
serdeczny, licealny zajrzał do nas przed wypadem na wiosenne narty. Od słowa do
słowa wspomnieliśmy dawne czasy i moja mama, jak to zwykle kiedy widzi
przyjaciół zapytała czy ma krem na wyjazd. Kolega na to:
– Jaki krem? Ten co w kuchni kręciliśmy?!
Nikt już nie pamiętał, ani ja,
ani mama, że za czasów licealnych, w głębokiej komunie, rzeczywiście zdarzało
się, że się kremik w sobotnie popołudnia kręciło między podwieczorkiem a
zadaniem z matematyki, pilnując, żeby wrzątkiem z kąpieli wodnej się nie oblać!
No, niektóre wspomnienia mają
prawo się zacierać minęło już dobrze ponad 20 lat…
Odkopałam stare receptury, za
które, wieść gminna niesie, moja mama płaciła w latach 70 ubiegłego stulecia
(!) jakieś chore pieniądze. Pożółkłe, cienkie kartki zapisane maszynopisem
zalegające gdzieś na dnie szuflady. Kawał historii!
Dzisiaj historia kremu może
wyglądać tak, i każdy może ją sobie dowolnie opatrzyć atrakcyjnym obrazem.
Prawda jednak wciąż jest taka sama i kremik wciąż ten sam,
jakby nie były zilustrowane!!!
Podstawą jest dobra baza
tłuszczowa, niestety trochę
pracochłonna w przygotowaniu,
o czym kolega wspominał z rozbawieniem.
Euceryna
Cera alba
Alkohol etylowy
Olbrot
Dodajemy szczyptę boraksu
rozpuszczoną w
wodzie destylowanej.Całość w naczyniu z
kąpielą odstawiamy, ucieramy do wystygnięcia
kąpieli wodnej. Niestety trochę to potrwa. Do zimnej bazy dodajemy składniki aktywne. I
kręcimy, kręcimy, kręcimy... !!!!
wodzie destylowanej.Całość w naczyniu z
kąpielą odstawiamy, ucieramy do wystygnięcia
kąpieli wodnej. Niestety trochę to potrwa. Do zimnej bazy dodajemy składniki aktywne. I
kręcimy, kręcimy, kręcimy... !!!!
niekwestionowany król naprawy skóry. Jedna
z niewielu substancji o naukowo udowodnionym
wpływie na kondycję skóry przy podawaniu
naskórkowym.
Oto nasz krem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz