piątek, 20 kwietnia 2012

Chińszczyzna wcale nie taka zła !!!


To kolejne tanie, dostępne dla wszystkich narzędzie masażu. Możesz kupić gumową lub sylikonową. Są dostępne w sieci, w wielu odmianach, zawsze z instrukcją obsługi.

Jak jej użyć? Ciało przygotuj jak do masażu, zapewnij bańce jakiś środek „poślizgowy” w wyniku którego ruch bańki będzie gładszy, a co za tym idzie mniej bolesny. Najlepiej oczywiście aby był to środek, który zapewni coś więcej niż tylko poślizg czyli coś co wspomoże walkę z tkanką tłuszczową. Taka, na ten przykład kofeina. Kupcie ją w możliwie najczystszej postaci i rozprowadzajcie na skórze przed masażem.
Warto też czasami przygotować skórę do zabiegów przez kilkakrotne wtarcie jakiegoś preparatu z arniką ( np.arcalen). Ten drobny, szybki gest zapobiegać będzie robieniu się siniaków i pękaniu naczyń.

Jako osoba o idealnym współczynniku BMI (body mass index - wskaźnik masy ciała pozwala na określenie zawartości tłuszczu w organizmie 
www.liczyc.pl/obliczenie/bmi/) tyle, że umiejscowionym w jednym ( no, dobra, dwóch miejscach) jestem weteranem corocznych przygotowań do sezonu letniego. Choćbym nie wiem jak zdyscyplinowanie ćwiczyła, rok w rok, tuż przed sezonem letnim moje ciało wygląda jak fotki ofiar brutalnej przemocy fizycznej z kartotek policyjnych. Dzieje się tak wtedy gdy uciekam się do pomocy masażu bańką i wiem, że musi boleć… Chciałoby się powiedzieć – niestety… A ja to lubię!
To poczucie spełnionego obowiązku w myśl zasady: chcesz być piękna to cierp! Bo praca nad sobą to wysiłek, który żeby mógł być skuteczny musi być okupiony potem i wysiłkiem. Jeśli trudno znosisz dyskomfort związany z opracowaniem tkanki tłuszczowej, przy samodzielnym masażu łatwo będziesz kontrolować stopień zassania bańki. To jest sposób na przezwyciężanie własnej słabości w indywidualnym tempie.
Domową pielęgnację bańką potraktuj jako gest higieniczny lub przygotowanie do serii zabiegów u profesjonalisty.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Ładni zarabiają więcej.

Stało się! Naukowcy wzięli na warsztat naszą urodę i definitywnie potwierdzili, że pięknym i  zdrowym łatwiej zostać bogatym. No, a potem to już z górki!

Ekonomia piękna - tak nazywa się dziedzina naukowa, którą zajmuje się prof. Daniel S Hamermesh, który tak mówi o swojej pracy:
"...Ekonomia piękna, którą zajmuję się od 20 lat, przez wielu tradycyjnych akademików długo uważana była za dyscyplinę pozanaukową. Atrakcyjnością interesowało się niewielu badaczy. Wyjątek stanowiła psychologia społeczna- dziesiątki badań przeprowadzonych  przez psychologów wykazały, że handlujemy swoimi cechami, w tym pięknem, w zamian za materialne korzyści. Ekonomiści sprawdzili jedynie, jak osobiste uwarunkowania przekładają się na dobór profesji. Nikt nie zbadał jednak, czy - i w jakim stopniu- nasz wygląd wpływa na nasze dochody. Skoro piękno premiuje nas na  rynku socjalnym, postanowiłem sprawdzić, czy także na rynku pracy. "
 
"Okazało się, że od prostytutki przez wykładowców uniwersyteckich i polityków, aż po zakonnice, ładniejsi mogą więcej!"
Przy czym warto zaznaczyć, że autor książki urodę definiuje również jako cytat
…” radość życia, przyjemność obcowania, spojrzenie …”

…Dyskryminacja ze względu na wygląd jest dziś częściej spotykana niż dyskryminacja rasowa!
Lookism Zapamiętajcie tą nazwę, być może na stałe wejdzie do kanonu naszej rzeczywistości i prawa pracy.

“Beaty pays. Why attractive people Are More Successhul” Daniel S Hamermesh.







  Focus, Luty 2012