poniedziałek, 6 sierpnia 2012

i tak to się kręci. ...czyli jak kręcimy kremik!


Ostatnio kolega nasz serdeczny, licealny zajrzał do nas przed wypadem na wiosenne narty. Od słowa do słowa wspomnieliśmy dawne czasy i moja mama, jak to zwykle kiedy widzi przyjaciół zapytała czy ma krem na wyjazd. Kolega na to:
 – Jaki krem? Ten co w kuchni kręciliśmy?!
Nikt już nie pamiętał, ani ja, ani mama, że za czasów licealnych, w głębokiej komunie, rzeczywiście zdarzało się, że się kremik w sobotnie popołudnia kręciło między podwieczorkiem a zadaniem z matematyki, pilnując, żeby wrzątkiem z kąpieli wodnej się nie oblać!
No, niektóre wspomnienia mają prawo się zacierać minęło już dobrze ponad 20 lat…
Odkopałam stare receptury, za które, wieść gminna niesie, moja mama płaciła w latach 70 ubiegłego stulecia (!) jakieś chore pieniądze. Pożółkłe, cienkie kartki zapisane maszynopisem zalegające gdzieś na dnie szuflady. Kawał historii!


Dzisiaj historia kremu może wyglądać tak, i każdy może ją sobie dowolnie opatrzyć atrakcyjnym obrazem.



Prawda jednak wciąż jest taka 

sama i kremik wciąż ten sam, 

jakby nie były zilustrowane!!! 

Podstawą jest dobra baza 

tłuszczowa, niestety trochę 

pracochłonna w przygotowaniu, 

o czym kolega wspominał z rozbawieniem.



Na kąpieli wodnej rozgrzewamy powoli:

Euceryna

Cera alba

Alkohol etylowy

Olbrot

Dodajemy szczyptę boraksu rozpuszczoną w 

wodzie destylowanej.Całość w naczyniu z 

kąpielą odstawiamy, ucieramy do wystygnięcia 

kąpieli wodnej. Niestety trochę to potrwa. Do zimnej bazy dodajemy składniki aktywne. I  
 kręcimy, kręcimy, kręcimy... !!!!

 


U nas to jest najczęściej czysty retinol – 

niekwestionowany król naprawy skóry. Jedna 

z niewielu substancji o naukowo  udowodnionym 

wpływie na kondycję skóry przy podawaniu 

naskórkowym.
Oto nasz krem.


piątek, 15 czerwca 2012

Kremik raz ? Proszę bardzo!




Uwielbiam takie teksty!

Ekologiczne kosmetyki są super! Serio!!! Przeczytajcie tekst, w każdym akapicie macie potwierdzenie. Z wyjątkiem ostatniego zdania, które niweczy całość wywodu… Schizofrenia? Krem, który sobie zrobisz będzie super ale jeśli chcesz, żeby działał idź po gotowy, syntetyczny produkt masowego rażenia.
Mamy tysiące przykładów takiej pokrętnej logiki, na każdym kroku.
Gdybym nie miała zdania na ten temat to, w sumie nie wiem co bym pomyślała po takiej lekturze… Po co się męczyć i mieszać w tych garach skoro nie będzie w nim składników aktywnych ( czyli działających). To te aktywne co kupuję już przestają działać? I dlaczego u nich one są aktywne a u mnie nie? To trochę tak jak by stać w kuchni przez cały dzień mozoląc się na oryginalne przepisy po czym zamówić pizzę z głębokiego mrożenia bo napisali na opakowaniu, że pomidory skąpane były w słońcu Toskanii. Przesłanie jest mniej więcej takie – targi warzywne są fajne ale nie ma to jak kupić gotową mieszankę zupy prezydenckiej. Taka pokrętna logika niedomówień sprawia,że codziennie spożywamy sztuczne, przemysłowe produkcje w smaku identycznym z naturalnym... Chcą żebyśmy tak działali i my tak działamy!
Szkoda tylko, że jedno z najbardziej opiniotwórczych pism kobiecych pozwala sobie na taki brak konsekwencji w profesjonalnym tekście.




 Manufaktura

Myślałam, że moda na balsamy, olejki, kremy domowej produkcji to zjawisko chwilowe i niszowe. Gdy parę lat temu dostałam informacje o nowym sklepie internetowym, w którym można kupi składniki potrzebne do zrobienia kosmetyków, uśmiechnęłam się tylko. Ha, kolejny pomysł z gatunku "zrób to sam".  Jednak takich stron jest coraz więcej, podobnie jak osób przekonanych o wyższości samodzielnie wymieszanych preparatów pielęgnacyjnych nad gotowymi. W serwisach jaworek.net czy makeyourcosmetics.com znalazłam mnóstwo porad i wypróbowanych
przez internautki receptur. Od tych prostych na mydło glicerynowe po skomplikowane przepisy na kremy czy odżywki do w1os6w. Użytkowniczki

zachwalają ich jakość i ceny. Twierdzą że takie kosmetyki działają równie dobrze, jak te luksusowe, ale są tańsze i bezpieczniejsze dla skóry bo nie ma w nich niepotrzebnych składników syntetycznych, np. konserwantów, barwników, aromatów. Może mają rację.

Zanim zdecydowałam się  na zakupy internetowe, sprawdziłam, czy nowy trend dotarł do tradycyjnych perfumerii. Tak. W sklepie
firmowym francuskiej marki L'Occitane można kupić nawilżający, ekologiczny Ma creme do samodzielnego ,,składania". W opakowaniu
są dwa preparaty, trzeba je wymiesza z wodą i kosmetyk gotowy Należy go przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu 6 tygodni. Jednak nie kupiłam go, bo chciałam sama zdecydować jaki preparat wyprodukuje i z jakich składników. Wracam do redakcji, siadam przy komputerze,
wchodzę na stronę www.naturalne-kremy.pl poleconą przez koleżankę. Okazuje się że mogę tam kupi kosmetyki ,,na miarę", zrobione specjalnie dla mnie. Dzwonię do właścicielki internetowego sklepu. - Kremy tworzę na indywidualne zamówienie. Bez środków zapachowych, parabenów, sztucznych zagęstników - mówi Katarzyna Krzywińska. Pytam, skąd wie, jak produkować preparaty pielęgnacyjne? - Jestem kosmetyczką i najpierw robiłam maseczki, balsamy, pilingi dla klientek mojego gabinetu - wyjaśnia. - Zainteresowanie było duże, więc zdecydowałam się założyć drogerię internetową. Zanim zrobię krem, przeprowadzam szczegółowy wywiad, staram się jak najlepiej poznać potrzeby klientów. Nie produkuję kosmetyków na zapas - zapewnia. Oprócz indywidualnych odbiorców zamawiają je też salony piękności i spa. Podoba mi się ten pomysł! Składniki dobrane do potrzeb mojej cery ryzyko niepowodzenia ograniczone, bo wszystko
powierzam profesjonalistce.

 Ale mam już inny plan. W sklepie internetowym wybiorę recepturę, kupię potrzebne substancje. Potem, krok po kroku, stosując się do instrukcji, zrobię kosmetyk sama. Czy zadziała i nie podrażni skóry - Jeśli składniki są przebadane, a tylko takie można oficjalnie sprzedawać ryzyko, że krem domowej produkcji zaszkodzi skórze, jest minimalne - wyjaśnia dermatolog dr n. med. Kamila Padlewska, kierownik Laboratorium Badan Kosmetyków IZIS. - Większość dostępnych w internecie przepisów stworzyli kosmetolodzy więc preparat powinien zadziałać. Warto tylko zwróci uwagę czy w recepturze nie ma substancji o silniejszym działaniu, np. retinolu, kwasów owocowych,
Mogą wywołać podrażnienia.

Czy w kremie,który nie powstanie w sterylnych  warunkach laboratorium, nie będzie bakterii lub grzybów?
-Rzeczywiście, krem bez konserwantów łatwo zanieczyścić mikrobiologicznie. Wystarczy jednak dodać natury konserwant ( np. olejek eteryczny ), a kosmetyk przechowywać w lodówce i zużyć w zalecanym czasie, by uniknąć ryzyka - radzi lekarka. To mnie uspokaja. Eksperyment czas zacząć.

Klik - wchodzę na stronę biochemiaurody.pl. Do tego sklepu przekonały mnie pozytywne opinie klientek i to, ze wszystkie składniki
oraz kolejne etapy powstawania kosmetyku.  Są dokładnie opisane. Wybieram przepis: uniwersalny krem antyoksydacyjny z naturalnym ekstraktem z alg. Czytam więcej o działaniu kosmetyku i jego trwałości (4-6 miesięcy z konserwantem i tylko dwa tygodnie, jeżeli go nie użyję) . Autorzy strony informują że oprócz składników,  które są w zestawie, muszę dodatkowo kupić wybrany hydrolat, czyli naturalną wodę kwiatową. Oprócz tego, że ma działanie pielęgnacyjne, zastąpi wodę potrzebną do zrobienia każdego kremu. Odpada więc problem, jakiej użyć: źródlanej, mineralnej czy kranówki. Klik - wybieram hydrolat z ziela kocanki, bo ma właściwości przeciwzapalne, łagodzące i wzmacnia naczynka. Dodaje jeszcze ekokonserwant. Klik i składniki lądują  w wirtualnym koszyku. Przelewem płacę 74 zł.

Po pięciu dniach dostaję przesyłkę. To niewielka paczuszka. Spodziewałam się pudła z mnóstwem słoiczków, pipetek, kolb, menzurek. Tymczasem w zestawie jest butelka z hydrolitem (200ml wystarczy jeszcze na przygotowanie jeszcze paru kosmetyków) i kilka zamkniętych probówek. Ich zawartość też trochę zaskakuje – ani jednej emulsji, same proszki, olejki i płyny. Najważniejszy składnik aktywny- ekstrakt z czerwonych alg nori, przypomina ciemne piwo.  Ekstrakt z owocu granatu wygląda jak olej rzepakowy, kwas ferulowy to mętny, jasny płyn, a koenzym Q10 ma postać czerwonego proszku. W komplecie są jeszcze olej z pestek malin, skwalen, czyli bezzapachowy olej bazowy i mlecznobiały zagęstnik. Zgodnie z wydrukowanymi wcześniej zaleceniami przygotowuje miejsce pracy. Moje domowe laboratorium to po prostu blat w kuchni. Staram się zadbać o sterylne warunki, myjąc go płynem antybakteryjnym, dokładnie przecieram też dłonie spirytusem. „Żeby otrzymać gotową bazę kremową, wystarczy minuta mieszania zwykła bagietką” – czytam w instrukcji. Domyślam się,  że bagietka to plastikowy  patyczek dołączony do zestawu razem z pipetką i mini kubeczkiem z miarką. Przelewam do niego odpowiednią ilość hydrolatu, potem dodaję skwalen, olejek z pestek malin i ekstrakt z granatu. Ważne jest dokładne opróżnienie każdej probówki. Substancje zostały precyzyjnie odmierzone na 30 ml kremu i jeśli zrobię to niestarannie, jego konsystencja będzie zbyt rzadka. Mieszam. Mój kosmetyk przypomina na razie zmętniały olej. Dodaję żelowy zagęstnik i znów mieszam bagietką. Olejki stopniowo zmieniają konsystencje i po minucie rzeczywiście zaczyna powstawać gęsty żółty krem. Kojarzy mi się  z budyniem, tyle że pachnie ziołami. Przekładam kosmetyk do słoiczka, który był w zestawie, dodaję kwas ferulowy i ekstrakt z alg. Wsypuję czerwony proszek, czyli koenzym Q10. Myślałam,  że całość zmieni kolor, ale tak się nie stało. Dalej dosyć energicznie mieszam. Czary-mary jeszcze pół minuty, kilka sekund i… mam antyrodnikowy krem nawilżający! Zrobienie go zajęło mi kwadrans i nie było trudne. Teraz dzielę  kosmetyk na dwie części. Do jednej porcji dodaję osiem kropli konserwantu, drugą pozostawiam bez wspomagania antybakteryjnego.  Naklejam etykietki na słoiczki, żeby się nie myliły, i odstawiam je do chłodnej, kuchennej szafki. Preparat będzie gotowy do użycia po 24 godzinach, kiedy „się ustoi”.

Dzień zaczynam od wklepania własnoręcznie zrobionego kosmetyku. Zdecydowałam, że będę stosowała go naprzemiennie. Raz wariant z konserwantem, a raz bez. Mój krem właściwie nie różni się od ekokosmetyków, które kupowałam. Przeszkadza mi tylko  jego zapach.  Według zapewnień producenta to naturalna woń olejku z organicznie uprawianych granatów. Nie jest to jednak zapach soczystego i świeżego owocu, tylko aptecznej maści natłuszczającej albo oleju lnianego. Szkoda. Za to konsystencja jest taka, jak lubię: niezbyt gęsta i lekko tłusta. Krem dobrze wchłania się w skórę, można go  bez problemu stosować pod makijaż. Trudno mi dokładnie ocenić jego walory pielęgnacyjne, zauważam jednak, że twarz jest dobrze nawilżona przez cały dzień( stosuję go tylko rano). Nie mam podrażnieni, ale rzadko uczulają mnie składniki  kosmetyków. Czy dla osoby o cerze wrażliwej krem też byłby bezpieczny? – W przypadku osób skłonnych do atopii i chorób skórnych odradzam eksperymentowanie z samodzielnie wykonywanymi kremami- mówi dr Kamila Padlewska. – Mogą wywołać podrażnienia, bo składniki naturalne uczulają częściej niż chemiczne, więc nie należy ryzykować. Zastanawiam się, czy  w kremie nie ma groźnych dla skóry bakterii. Przechowuję go w lodówce, ale nie nakładam szpatułką, tylko palcami.- Jeśli stosujemy podstawowe zasady higieny, kosmetyk nie powinien być zanieczyszczony- uważa dermatolog. Chce to sprawdzić. Decyduję, że oba warianty kremu zostaną przebadane mikrobiologicznie. Po dwóch tygodniach codziennego stosowania przynoszę słoiczki do Laboratorium Badań  Wyrobów Kosmetycznych i Chemii Gospodarczej IZIS. Najpierw na podstawie receptury (według oznaczeń INCI) specjaliści sprawdzą skład kremu. Musi być zgodny z rozporządzeniem ministra zdrowi. Nie może zawierać niedopuszczonych do sprzedaży składników pochodzenia zwierzęcego, drażniących skórę albo tzw. substancji limitowanych, czyli takich, których stężenie musi być minimalne, a ich ilość w kosmetyku dokładnie określona. Dopiero kiedy technolog badający krem wykluczył zawartość niedozwolonych  związków, preparat poddano badaniu mikrobiologicznemu.  Miało stwierdzić lub wykluczyć obecność grzybów i bakterii. Przez tydzień w obu preparatach ( z konserwantem i bez) sprawdzono ogólną liczbę drobnoustrojów tlenowych, bakterii i grzybów candida. Opinia była jednoznaczna: „ Krem antyoksydacyjny odpowiada wymogom kosmetyku, nie stwarza zagrożenia dla zdrowia pod kątem czystości mikrobiologicznej”. Jednak sama opinia mi nie wystarcza, chcę wiedzieć, czy składniki kremu pozytywnie wpływają na skórę? – Trudno to stwierdzić ze stuprocentową pewnością.  Mogę jedynie określić jego potencjalne działanie, analizując skład- tłumaczy dr Kamila Padlewska. Zastanawiam się, dla kogo wymyślono  kremy typu „zrób to sam”? – Dla osób, którym już nie wystarcza naturalny krem z drogerii, bo jednak ma w składzie sztuczne konserwanty, barwniki. Dla tych, które chcą być pewne, że nie stał miesiącami w magazynach i jest świeży- mówi dermatolog. – To próba zindywidualizowania pielęgnacji, bezpieczna, jeśli tylko nie mamy problemów ze skórą: trądziku, atopii. Dlaczego to takie ważne?? – Bo nie wiadomo, jak zadziałają naturalne składniki i konserwanty. Wystarczy, że warunki przechowywania kosmetyku odrobinę się zmienią i efekt jego użycia może być daleki od naszych oczekiwań- wyjaśnia lekarz. Dla mnie robienie kremu to świetna zabawa. Stawiam 10:1, że Ci się spodoba, jeśli lubisz przygotowywać przetwory  czy piec ciasta. Mam zamiar wyprodukować jeszcze nawilżający balsam do ciała. Jednak po liftingujący krem do twarzy pójdę do perfumerii albo do apteki. Wiem, że zadziała tylko wtedy, gdy będą w nim składniki aktywne. A tych w kosmetyku domowej roboty być nie powinno.

Marta Sadkowska  

Twój Styl 

piątek, 25 maja 2012

Doświadczenie w kolorze blond !!!


Mam takie doświadczenie życiowe: krótko po maturze, z braku lepszych zajęć, w okresie wysokiego stresu związanego ze zbliżającymi się egzaminami wstępnymi na uniwersytet postanowiłam zlać sobie włosy wodą utlenioną. Ostrożna jestem więc utleniacz mocno rozcieńczyłam, skutkiem czego efekt był niewielki ale jednak! Byłam blondynką!
  
Euforia zapanowała wielka bo wrócił lniany blond z lat dzieciństwa, mama się cieszyła bo zawsze chciała mieć córkę blondynkę. Z wiekiem włosy ciemniały by finalnie dać szary ciemny, zimny blond, który ja nazywam „myszatym”.
Okres blond nie trwał w moim życiu długo, dał mi natomiast baaardzo do myślenia. Otóż z dnia na dzień, stałam się obiektem zaczepek płci przeciwnej. Zaczepek ulicznych, barowych, nagle z dnia na dzień zmienił się zupełnie mój status. Nie wiedziałam dlaczego! Patrzyłam w lustro i nie mogłam pojąć co się dzieje! Nie zmieniłam nic prócz odcienia ( nawet nie koloru!) włosów. Nie nosiłam się ani krócej, ani bardziej wydekoltowanie, ani na wyższym obcasie, ani makijażu nie zmieniłam, ani nawet nie bywałam w miejscach nowych, nowych środowiskach, które mogły by mnie odkrywać i zapisywać niczym „tabula rasa” na nowo. Gdzieś tam tkwiło we mnie to doświadczenie, i zawsze w dyskusjach typu dlaczego mężczyźni wolą blondynki, kiedy koledzy się oburzają, że wcale nie cytowałam moje osobiste ”blond story”.

To była prawdziwa zmiana kosmetyczna. Dotyk geniuszu, muśnięcie mistrza, które obrócić miało życie szarej myszki ( w sensie umaszczenia) w złotowłosą femme fatale.
Kariera moja jednak w tym charakterze nie potrwała długo, włosy suche fatalnie się łamały, odrost koszmarnie się odznaczał w bardzo szybkim czasie… Powrót do naturalnego koloru okazał się najlepszym dla leniwca wyjściem. Wyjechałam do Francji, a tam, wierzcie mi kolor włosów nie ma znaczenia! Flirt wisi gęsto powietrzu, a sama egzotyka pochodzenia ( właśnie opadła żelazna kurtyna) z Polski budziła wielkie zainteresowanie.
       

                                             
Cały ten przydługi wstęp po to, by podsunąć wam lekturę ,którą ostatnio znalazłam „Charakterach”. A nie mówiłam?! Poczytajcie o tym co i jak z tymi blondynkami. Bardzo ciekawa, poparta badaniami psychologicznymi lektura o tym co mi się w życiu zdarzyło.

"Dowcipy o blondynkach zna każdy. Ale czy zastanawialiście się, skąd wziął się ten stereotyp głupiej blondynki? Jakie są jej źródła? "
Ostatnia spektakularna metamorfoza koloru blond?? Joanna Koroniewska . Może spróbujesz?! 

 




INTELIGENCJA W KOLORZE BLOND

tekst : NICOLAS GUEGUEN

„Blondynka i brunetka spotykają się w barze. Blondynka mówi...” Nieważne, co mówi. Nieważne, jak brzmi dalsza część tego dowcipu. Na koniec blondynka i tak okaże się naiwną idiotką, która nie potrafi policzyć do trzech. Dlaczego właśnie kobiety o włosach blond padają zazwyczaj ofiarą żartów? Skąd wziął się stereotyp głupiej blondynki? Z jakiego powodu jasnowłose kobiety stały się celem kpin i szyderstwa?
Naukowcy badają tę tematykę od kilku lat. Sprawdzają m.in., jakie ikwencje w codziennym życiu niesie bycie blondynką. Okazuje się, że życie w kolorze blond ma sporo uroków...

Jak zarabiają blondynki
David Johnston z Queensland University of Technology w Brisbane zbadał w 2010 roku, czy blondynki zarabiają więcej niż kobiety o innym kolorze włosów. I wykazał, że wynagrodzenie blondynek z kilkuletnim doświadczeniem zawodowym było wyższe niż kobiet o innym kolorze włosów na tym samym stanowisku i z takim samym doświadczeniem. Włosy w kolorze blond mają wedle badacza  równowartość dodatkowego roku wykształcenia. Dlaczego tak się dzieje, jakie źródło ma ta prawidłowość - Johnston nie odpowiedział na to pytanie. Ustalił za to, że zarabiające statystycznie więcej blondynki, miały mężów o także statystycznie wyższych dochodach niż mężowie nie-blondynek... Wyższe zarobki blondynek mogły wynikać także z tego, że pracowały one w zawodach zapewniających statystycznie wyższe dochody.
Czy  jeśli rzeczywiście jasnowłose kobiety łatwiej się bogacą  źródeł dowcipów o nich trzeba szukać w zwykłej zazdrości kobiet o innym kolorze włosów? To mało prawdopodobne. Praca i zarobki to przecież tylko część życia i jeden z elementów oceny osoby.
Zresztą, Margaret Takeda, psycholog z University of Tennessee w Chattanooga, wykazuje, że bycie blondynką nie zawsze przyciąga pieniądze. Badaczka uważa, że jasne włosy są atutem tylko w tych zawodach, w których ważny jest wygląd zewnętrzny. Zupełnie inaczej jest, gdy dana praca wymaga wielkich kompetencji intelektualnych, gdy konkurencja jest silna wtedy uroda blondynki wręcz przeszkadza. Badaczka wysnuła te wnioski po przeanalizowaniu m.in. koloru włosów kobiet, które należały do grona najlepszych maklerów giełdowych w Londynie. W tym zawodzie kwalifikacje są niezwykle ważne aby zdobyć pracę, trzeba udowodnić swą przydatność w długotrwałej i kilkustopniowej rekrutacji. Wydawać by się zatem mogło, że w takim środowisku nie ma miejsca na uprzedzenia i stereotypy. A jednak: wśród 500 kobiet będących najlepszymi maklerami giełdowymi, zaledwie 5 procent to blondynki, tymczasem ludzi o blond włosach w całej Wielkiej Brytanii jest aż 10 procent. Czy te dane wskazują zatem na swoistą dyskryminację blondynek w branży giełdowej? Unaoczniają, jak mocno działają tu stereotypowe wyobrażenia O tym, że blondynka jest mniej kompetentna?
Kolor włosów kobiety ubiegającej się o pracę może być zaletą lub wadą  w zależności od branży.

Blondynki bardziej pożądane
Żadne badanie nie potwierdziło dotychczas faktycznego związku między inteligencją danej osoby i kolorem jej włosów. Faktem jest natomiast, że blondynki mają przewagę nad innymi paniami, gdy za kryterium weźmiemy atrakcyjność seksualną. Bez wątpienia jasnowłose panie cieszą się większym zainteresowaniem mężczyzn niż brunetki czy rudowłose.
Viren Swami z University of Westminster przeprowadziła eksperyment, w którym młoda kobieta w peruce koloru blond, czarnej lub rudej odwiedzała kluby nocne w Londynie. Naukowcy liczyli, ile razy była zagadywana przez mężczyzn, gdy miała na głowie perukę określonego koloru. Okazało się, że kobieta o włosach blond wzbudziła zainteresowanie tylu mężczyzn, ilu czarna i ruda razem...

Podobny eksperyment pokazai, że także blond autostopowiczka ma większe szanse na „złapanie okazji” niż brunetka czy ruda. Tym razem młoda kobieta stała na poboczu szosy, próbując zatrzymać jakieś auto. Miała na głowie perukę blond, ciemną lub rudą. Okazało się, że blondynka znów wygrała konkurencję - częściej i szybciej „łapała okazję”.
Dlaczego bycie blond czyni kobietę piękniejszą w oczach mężczyzn? Mamy na to trzy hipotezy. Po pierwsze, w świecie, także w znanej nam gospodarce rynkowej, wszystko, co jest rzadkie, jest cenne i wzbudza pożądanie. Ta reguła dotyczy także szukania partnera. Naturalne blondynki stanową tylko dwa procent światowej populacji, dzięki czemu wzbudzają duże zainteresowanie mężczyzn i odnoszą więcej korzyści ze swojego koloru włosów. Druga potencjalna przyczyna nadzwyczajnej atrakcyjności blondynek ma związek z określaniem wieku kobiet. David Matz, psycholog z Augsburg College w Minneapolis, wykazał, że kobieta jest uznawana za tym młodszą, im jaśniejsze ma włosy Z kolei młode kobiety znacznie bardziej pociągają mężczyzn dlatego, że prawdopodobnie są bardziej płodne i dzięki temu dają większe szanse na potomstwo. A zatem jasnowłose są ponętne. Trzecia hipoteza jest właściwie wariantem poprzedniej. Blondynki wydają się młodsze, a przez to prawdopodobnie bardziej uległe i bardziej pożądane. Bo mężczyźni szukają partnerki, przy której będą mogli być stroną dominującą w związku.

Fenomen ekranowych blondynek
Obydwie przyczyny wciąż nie wyjaśniają jednak, skąd wzięły się uprzedzenia wobec blondynek. Duże znaczenie może tu mieć trzeci czynnik. Od pół wieku kino i telewizja chętniej i czę ściej przedstawiają blondynki jako proste i zmysłowe kobiety, które wykorzystują w życiu raczej swoją fizyczną atrakcyjność niż zalety intelektu. Trudno wyjaśnić, jak narodziła się ta tradycja i jakie były jej przyczyny, ale wszystko zaczęło się w latach 50. ubiegłego wieku od ikony filmu - Marilyn Monroe. Potem były: Grace Kelly, Brigitte Bardot, Sharon Stone i Scarlett Jo- hansson... Niektórzy próbują tłumaczyć fenomen ekranowych blondynek tym, że jasność, czystość i wyrazistość zawsze odgrywały w kinie/telewizji ważną rolę. Ale ten trend widać nie tylko na ekranie. W wielu mediach występuje znacznie więcej blondynek niż wynika to ze stosunku ich liczby do populacji danego kraju. Melissa Rich i Thomas Cash z Old Dominion University w Norfolk przeanalizowali czasopisma dla kobiet, np. modowy „Vogue”, a także magazyny dla panów z ostatnich czterdziestu lat. Stwierdzili, że choć naturalne włosy blond ma tylko pięć procent ludności USA, to aż 35 proc. prezentowanych w czasopismach kobiet to blondynki. W „Playboyu” występowało jeszcze więcej: aż 41 proc. Uwzględniając fakt, że wiele aktorek w przemyśle porno farbuje włosy na blond, skojarzenia między kolorem włosów i cielesnością wydają się oczywiste.
Popularność blondynek może się zatem wiązać z wykreowaniem ich seksapilu właśnie przez media. Poniekąd tezę tę potwierdza fakt, że blondyni nie cieszą się tak wielkim powodzeniem u pań. Z przeprowadzonych przez nas eksperymentów wynika, że mężczyzna-autostopowicz w blond peruce nie odniósł większego sukcesu niż jego ko¬ledzy w czarnej lub rudej. Także w dyskotece mężczyźni o jasnych i ciemnych włosach, którzy prosili do tańca kobiety, osiągali podobne rezultaty. Nie chodzi tu zatem o rzadki kolor włosów...

Dlaczego włosy koloru blond występują tak rzadko?
Niewiele byłoby blondynek na świecie, gdyby nie farby i szampony koloryzujące. Na naturalny blond mają wpływ dwa pigmenty: feomelanina, która jest odpowiedzialna za włosy rude lub blond, oraz eumelanina, która powoduje, że mamy włosy brązowe lub czarne. Ten drugi pigment występuje częściej, więc na świecie dominują osoby o ciemnych włosach. Tylko te osoby, które posiadają mało eumelaniny, mają szansę mieć blond czuprynę.

Samospełniające się blond przepowiednie
Stereotyp głupiej, ale atrakcyjnej blondynki jest dziś mocno zakorzeniony. W trakcie badań zaobserwowaliśmy, że młoda kobieta w blond peruce z czasopismem w ręce na tarasie kawiarni wywołuje więcej męskich reakcji w stylu macho, więcej nieprzyzwoitych żartów niż ta sama kobieta w peruce rudej lub czarnej. Kolor włosów powoduje, że młoda kobieta jest oceniana jako osoba mniej inteligentna i łatwiejsza do seksualnego podboju. Nie ma dowodów, że tradycyjne powszechne wyobrażenia o kobiecie-blondynce są prawdziwe. Bez wątpienia są jednak niebezpieczne, bo mogą przekształcić się w samospełniającą się przepowiednię. Blondynki odczuwają oczywiście presję, gdy zewsząd słyszą, że są mniej inteligentne od innych kobiet. I właśnie ta presja może spowodować, że w niektórych zadaniach radzą sobie gorzej.
Wykazał to m.in. eksperyment przeprowadzony przez zespół naukowców z Université de Nanterre kierowany przez psycholożkę Clémentine Bry. W badaniu uczestniczyły młode kobiety o jasnych i ciemnych włosach. Tuż przed wypełnieniem testu sprawdzającego ogólną wiedzę, badanym dyskretnie przypomniano o istnieniu stereotypu, według którego „blondynki jak wiadomo wyróżniają się bardziej swoim wyglądem zewnętrznym niż zdolnościami intelektualnymi”, lub też pokazano im zdjęcia blond królowych piękności. Co się stało? Jeśli przed testem wspomniano o stereotypie blondynki, jasnowłose panie osiągały w nim słabszy rezultat niż wówczas, gdy stereotypu nie przywoływano. Wypadały słabiej, choć ich wiedza ogólna nie odbiegała od normy. Eksperyment udzielił jednocześnie wskazówki, jak nie paść ofiarą samospełniającej się siły stereotypu blondynki. Jeśli przy pomocy zdań w stylu „Jestem wyjątkowa i inna niż reszta ludzi” przekonano uczestniczki eksperymentu, by spojrzały na siebie jako na niezależną osobowość, stereotyp nie wpływał na wyniki osiągane przez blondynki.
Rodzice i wychowawcy powinni zwracać większą uwagę na rozwój niezależnej osobowości u blond dziewczynek. Rzadkość występowania tego koloru włosów należy powiązać z pozytywnymi asocjacjami, aby wesprzeć zdolności dziecka. W żadnym wypadku nie powinno się wspominać im o stereotypowych wyobrażeniach na temat pozycji przeciętnej i ponętnej dziewczyny w społeczeństwie. Może dzięki temu z biegiem lat zatrą się także stereotypy.

czytaj też
„Dać jej szansę! Czyli o blondynkach, matematyce i koedukacji" (październik 2006)
„Mężczyźni lubią blond" (styczeń 2010)
 (dostępne w archiwum www.charaktery.eu)


NICOLAS GUÉGUEN jest psychologiem społecznym na Université de Bretagne-Sud w Vannes.
Artykuł ukazał się w kwietniowym numerze magazynu „Gehirn&Geist” (www.gehirn-und-geist. de). Tłum. Grzegorz Szczepański

* CHARAKTERY, kwiecień 2012 

sobota, 12 maja 2012

Arganowy cud !!!


Odkąd w 1998 roku UNESCO zaliczyło obszar na którym rośnie 
 „ Żelazne Drzewo”  do rezerwatów BIOSFERY Naszego Globu,  wprowadzono w życie wiele projektów wspomagających utrzymanie rezerwatu oraz zainicjowano wiele badań naukowych potwierdzających znane w marokańskiej kulturze ludowej  od stuleci właściwości oleju arganowego.
No i stało się, świat oszalał na punkcie arganu!
I słusznie bo to prawdziwy cud natury!

Drzewo Arganowe żyje i owocuje średnio 150-200 lat, jego korzenie sięgają 30 m w głąb ziemi. Fakt czerpania z głębin zasobów ziemi daje mu nieugiętą siłę przetrwania w trudnych, pustynnych warunkach południowo-zachodniego Maroka i sprawia, że owoc, który wydaje co drugi rok jest wyjątkowo wartościowym, a olejek arganowy w swoim składzie i właściwościach absolutnie wyjątkowy i jedyny ,szczególnie kiedy jest tłoczony na zimno i metodą ręczna .
 
Na czym polega cud arganu ????
Absolutna wyjątkowość tego owcu( orzecha) polega na bardzo wysokiej kumulacji składników odżywczych, które pomagają przetrwać drzewu w ekstremalnych warunkach i zaowocować. Warto bowiem zaznaczyć, że jeśli warunki są wyjątkowo trudne, drzewo nie wydaje owoców, kumulując siły na kolejny sezon, by wydać tylko pełnowartościowe owoce !!!
 Orzech arganowy jest zupełnie niepozorny, wielkości małej śliwki, żółtego koloru , wewnątrz posiada gorzką masę z ok. 3 ziarnami orzecha, chronionymi skorupą  16 x twardszą od skorupy  orzecha laskowego. 
Można by rzec twardy zawodnik z bogatym wnętrzem!

80% objętości oleju arganowego to nienasycone kwasy tłuszczowe, które powstrzymują utratę wody przez skórę oraz pobudzają odbudowę bariery lipidowej naskórka.

          witamina E (dwukrotnie więcej niż w oliwie z oliwek) neutralizuje wolne rodniki,   
        wygładza, ujędrnia i nawilża skórę.
          sterole o działaniu bakteriostatycznym
          beta - amyrina posiada właściwości przeciwzapalne i ochronne, regeneruje naskórek
          tirukallol łagodzi objawy alergii
          skwalan wspomaga regenerację bariery hydrolipidowej naskórka
                      butyrospermol pielęgnuje skórę przed i po opalaniu

Wszystko to sprawia że jest fantastycznym, naturalnym kosmetykiem.

Ja najbardziej lubię ten na obrazku, bo nie jest on pozbawiony charakterystycznej woni. Zapach przywodzi na myśl świeżą chrupiącą skórkę chleba
Smarujesz się... jesteś piękna, gładka, powabna- do schrupania !!!!

 
Olejek do nabycia: http://skarbymaroka.pl/

piątek, 20 kwietnia 2012

Chińszczyzna wcale nie taka zła !!!


To kolejne tanie, dostępne dla wszystkich narzędzie masażu. Możesz kupić gumową lub sylikonową. Są dostępne w sieci, w wielu odmianach, zawsze z instrukcją obsługi.

Jak jej użyć? Ciało przygotuj jak do masażu, zapewnij bańce jakiś środek „poślizgowy” w wyniku którego ruch bańki będzie gładszy, a co za tym idzie mniej bolesny. Najlepiej oczywiście aby był to środek, który zapewni coś więcej niż tylko poślizg czyli coś co wspomoże walkę z tkanką tłuszczową. Taka, na ten przykład kofeina. Kupcie ją w możliwie najczystszej postaci i rozprowadzajcie na skórze przed masażem.
Warto też czasami przygotować skórę do zabiegów przez kilkakrotne wtarcie jakiegoś preparatu z arniką ( np.arcalen). Ten drobny, szybki gest zapobiegać będzie robieniu się siniaków i pękaniu naczyń.

Jako osoba o idealnym współczynniku BMI (body mass index - wskaźnik masy ciała pozwala na określenie zawartości tłuszczu w organizmie 
www.liczyc.pl/obliczenie/bmi/) tyle, że umiejscowionym w jednym ( no, dobra, dwóch miejscach) jestem weteranem corocznych przygotowań do sezonu letniego. Choćbym nie wiem jak zdyscyplinowanie ćwiczyła, rok w rok, tuż przed sezonem letnim moje ciało wygląda jak fotki ofiar brutalnej przemocy fizycznej z kartotek policyjnych. Dzieje się tak wtedy gdy uciekam się do pomocy masażu bańką i wiem, że musi boleć… Chciałoby się powiedzieć – niestety… A ja to lubię!
To poczucie spełnionego obowiązku w myśl zasady: chcesz być piękna to cierp! Bo praca nad sobą to wysiłek, który żeby mógł być skuteczny musi być okupiony potem i wysiłkiem. Jeśli trudno znosisz dyskomfort związany z opracowaniem tkanki tłuszczowej, przy samodzielnym masażu łatwo będziesz kontrolować stopień zassania bańki. To jest sposób na przezwyciężanie własnej słabości w indywidualnym tempie.
Domową pielęgnację bańką potraktuj jako gest higieniczny lub przygotowanie do serii zabiegów u profesjonalisty.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Ładni zarabiają więcej.

Stało się! Naukowcy wzięli na warsztat naszą urodę i definitywnie potwierdzili, że pięknym i  zdrowym łatwiej zostać bogatym. No, a potem to już z górki!

Ekonomia piękna - tak nazywa się dziedzina naukowa, którą zajmuje się prof. Daniel S Hamermesh, który tak mówi o swojej pracy:
"...Ekonomia piękna, którą zajmuję się od 20 lat, przez wielu tradycyjnych akademików długo uważana była za dyscyplinę pozanaukową. Atrakcyjnością interesowało się niewielu badaczy. Wyjątek stanowiła psychologia społeczna- dziesiątki badań przeprowadzonych  przez psychologów wykazały, że handlujemy swoimi cechami, w tym pięknem, w zamian za materialne korzyści. Ekonomiści sprawdzili jedynie, jak osobiste uwarunkowania przekładają się na dobór profesji. Nikt nie zbadał jednak, czy - i w jakim stopniu- nasz wygląd wpływa na nasze dochody. Skoro piękno premiuje nas na  rynku socjalnym, postanowiłem sprawdzić, czy także na rynku pracy. "
 
"Okazało się, że od prostytutki przez wykładowców uniwersyteckich i polityków, aż po zakonnice, ładniejsi mogą więcej!"
Przy czym warto zaznaczyć, że autor książki urodę definiuje również jako cytat
…” radość życia, przyjemność obcowania, spojrzenie …”

…Dyskryminacja ze względu na wygląd jest dziś częściej spotykana niż dyskryminacja rasowa!
Lookism Zapamiętajcie tą nazwę, być może na stałe wejdzie do kanonu naszej rzeczywistości i prawa pracy.

“Beaty pays. Why attractive people Are More Successhul” Daniel S Hamermesh.







  Focus, Luty 2012
 

czwartek, 22 marca 2012

Masaż lodem


Co ma wspólnego Generałowa Zajączkowa z Kim Basinger?
Reputację femme fatale???
Oczywiście, ale nie tylko.

Obie panie lubią ( lubiły?)   też.....
 masaż lodem !!!!

 

PAMIĘTACIE 9 ½ TYGODNIA ? 

Miały obie panie słuszność bo to jest rytuał świetny, tani i prosty i niezwykle skuteczny ( tutaj generałowa głownie służy za autorytet). Podobnie jak masaż szczoteczką , masaż lodem wymusza na skórze dobroczynną gimnastykę, która prowadzi do poprawy elastyczności skóry oraz usprawnienia jej procesów życiowych. Masę fajnych informacji na ten temat znajdziecie na
www.krio-star.pl . Pod tym adresem znajdziecie też szczegółowe opisy mechanizmów, którymi rządzi się ten rytuał. Tam również wiele na temat hartowania skóry i tego dlaczego zabranianie tego rodzaju zabiegów osobom z tzw. Cerą naczyniową jest kompletnym nieporozumieniem.
Ja polecam w ciepłej kąpieli lub  saunie położyć na skórę jakiś środek bodźcowo czynny (serum,witaminy A, E) – temperatura zwiększy trochę przepuszczalność skóry penetrując najgłębiej jak się da, a potem przemasować się kostką lodu zamykając gwałtownie substancje czynne na dużej głębokości. Super efekt ujędrniający i składniki czynne na swoim miejscu!