Uwielbiam takie
teksty!
Ekologiczne kosmetyki
są super! Serio!!! Przeczytajcie tekst, w każdym
akapicie macie potwierdzenie. Z wyjątkiem ostatniego zdania, które niweczy
całość wywodu… Schizofrenia? Krem, który sobie zrobisz będzie super ale jeśli chcesz, żeby
działał idź po gotowy, syntetyczny produkt masowego rażenia.
Mamy tysiące
przykładów takiej pokrętnej logiki, na każdym kroku.
Gdybym nie
miała zdania na ten temat to, w sumie nie wiem co bym pomyślała po takiej
lekturze… Po co się męczyć i mieszać w tych garach skoro nie będzie w nim składników
aktywnych ( czyli
działających). To te aktywne co kupuję już przestają działać? I dlaczego u nich
one są aktywne a u mnie nie? To trochę tak jak by stać w kuchni przez cały
dzień mozoląc się na oryginalne przepisy po czym zamówić pizzę z głębokiego
mrożenia bo napisali na opakowaniu, że pomidory skąpane były w słońcu Toskanii.
Przesłanie jest mniej więcej takie – targi warzywne są fajne ale nie ma to jak
kupić gotową mieszankę zupy prezydenckiej. Taka pokrętna logika niedomówień sprawia,że codziennie spożywamy sztuczne, przemysłowe produkcje w smaku identycznym z naturalnym... Chcą żebyśmy tak działali
i my tak działamy!
Szkoda tylko, że jedno z najbardziej opiniotwórczych pism kobiecych pozwala sobie na taki brak konsekwencji w profesjonalnym tekście.
Manufaktura
Myślałam, że moda na balsamy, olejki, kremy domowej
produkcji to zjawisko chwilowe i niszowe. Gdy parę lat temu dostałam informacje
o nowym sklepie internetowym, w którym można kupi składniki potrzebne do
zrobienia kosmetyków, uśmiechnęłam się tylko. Ha, kolejny pomysł z gatunku
"zrób to sam". Jednak takich
stron jest coraz więcej, podobnie jak osób przekonanych o wyższości
samodzielnie wymieszanych preparatów pielęgnacyjnych nad gotowymi. W serwisach
jaworek.net czy makeyourcosmetics.com znalazłam mnóstwo porad i wypróbowanych
przez internautki receptur. Od tych prostych na
mydło glicerynowe po skomplikowane przepisy na kremy czy odżywki do w1os6w.
Użytkowniczki
zachwalają ich jakość i ceny. Twierdzą że takie
kosmetyki działają równie dobrze, jak te luksusowe, ale są tańsze i
bezpieczniejsze dla skóry bo nie ma w nich niepotrzebnych składników
syntetycznych, np. konserwantów, barwników, aromatów. Może mają rację.
Zanim zdecydowałam się na zakupy internetowe, sprawdziłam, czy nowy
trend dotarł do tradycyjnych perfumerii. Tak. W sklepie
firmowym francuskiej marki L'Occitane można kupić
nawilżający, ekologiczny Ma creme do samodzielnego ,,składania". W
opakowaniu
są dwa preparaty, trzeba je wymiesza z wodą i
kosmetyk gotowy Należy go przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu 6 tygodni.
Jednak nie kupiłam go, bo chciałam sama zdecydować jaki preparat wyprodukuje i
z jakich składników. Wracam do redakcji, siadam przy komputerze,
wchodzę na stronę www.naturalne-kremy.pl poleconą
przez koleżankę. Okazuje się że mogę tam kupi kosmetyki ,,na miarę",
zrobione specjalnie dla mnie. Dzwonię do właścicielki internetowego sklepu. -
Kremy tworzę na indywidualne zamówienie. Bez środków zapachowych, parabenów,
sztucznych zagęstników - mówi Katarzyna Krzywińska. Pytam, skąd wie, jak
produkować preparaty pielęgnacyjne? - Jestem kosmetyczką i najpierw robiłam
maseczki, balsamy, pilingi dla klientek mojego gabinetu - wyjaśnia. - Zainteresowanie
było duże, więc zdecydowałam się założyć drogerię internetową. Zanim zrobię
krem, przeprowadzam szczegółowy wywiad, staram się jak najlepiej poznać
potrzeby klientów. Nie produkuję kosmetyków na zapas - zapewnia. Oprócz
indywidualnych odbiorców zamawiają je też salony piękności i spa. Podoba mi się
ten pomysł! Składniki dobrane do potrzeb mojej cery ryzyko niepowodzenia
ograniczone, bo wszystko
powierzam profesjonalistce.
Ale mam już
inny plan. W sklepie internetowym wybiorę recepturę, kupię potrzebne
substancje. Potem, krok po kroku, stosując się do instrukcji, zrobię kosmetyk
sama. Czy zadziała i nie podrażni skóry - Jeśli składniki są przebadane, a
tylko takie można oficjalnie sprzedawać ryzyko, że krem domowej produkcji
zaszkodzi skórze, jest minimalne - wyjaśnia dermatolog dr n. med. Kamila
Padlewska, kierownik Laboratorium Badan Kosmetyków IZIS. - Większość dostępnych
w internecie przepisów stworzyli kosmetolodzy więc preparat powinien zadziałać.
Warto tylko zwróci uwagę czy w recepturze nie ma substancji o silniejszym
działaniu, np. retinolu, kwasów owocowych,
Mogą wywołać podrażnienia.
Czy w kremie,który nie powstanie w sterylnych warunkach laboratorium, nie będzie bakterii
lub grzybów?
-Rzeczywiście, krem bez konserwantów łatwo
zanieczyścić mikrobiologicznie. Wystarczy jednak dodać natury konserwant ( np.
olejek eteryczny ), a kosmetyk przechowywać w lodówce i zużyć w zalecanym
czasie, by uniknąć ryzyka - radzi lekarka. To mnie uspokaja. Eksperyment czas
zacząć.
Klik - wchodzę na stronę biochemiaurody.pl. Do tego
sklepu przekonały mnie pozytywne opinie klientek i to, ze wszystkie składniki
oraz kolejne etapy powstawania kosmetyku. Są dokładnie opisane. Wybieram przepis:
uniwersalny krem antyoksydacyjny z naturalnym ekstraktem z alg. Czytam więcej o
działaniu kosmetyku i jego trwałości (4-6 miesięcy z konserwantem i tylko dwa
tygodnie, jeżeli go nie użyję) . Autorzy strony informują że oprócz
składników, które są w zestawie, muszę
dodatkowo kupić wybrany hydrolat, czyli naturalną wodę kwiatową. Oprócz tego,
że ma działanie pielęgnacyjne, zastąpi wodę potrzebną do zrobienia każdego
kremu. Odpada więc problem, jakiej użyć: źródlanej, mineralnej czy kranówki.
Klik - wybieram hydrolat z ziela kocanki, bo ma właściwości przeciwzapalne,
łagodzące i wzmacnia naczynka. Dodaje jeszcze ekokonserwant. Klik i składniki
lądują w wirtualnym koszyku. Przelewem
płacę 74 zł.
Po pięciu dniach dostaję przesyłkę. To niewielka
paczuszka. Spodziewałam się pudła z mnóstwem słoiczków, pipetek, kolb,
menzurek. Tymczasem w zestawie jest butelka z hydrolitem (200ml wystarczy
jeszcze na przygotowanie jeszcze paru kosmetyków) i kilka zamkniętych probówek.
Ich zawartość też trochę zaskakuje – ani jednej emulsji, same proszki, olejki i
płyny. Najważniejszy składnik aktywny- ekstrakt z czerwonych alg nori,
przypomina ciemne piwo. Ekstrakt z owocu
granatu wygląda jak olej rzepakowy, kwas ferulowy to mętny, jasny płyn, a
koenzym Q10 ma postać czerwonego proszku. W komplecie są jeszcze olej z pestek
malin, skwalen, czyli bezzapachowy olej bazowy i mlecznobiały zagęstnik.
Zgodnie z wydrukowanymi wcześniej zaleceniami przygotowuje miejsce pracy. Moje
domowe laboratorium to po prostu blat w kuchni. Staram się zadbać o sterylne
warunki, myjąc go płynem antybakteryjnym, dokładnie przecieram też dłonie
spirytusem. „Żeby otrzymać gotową bazę kremową, wystarczy minuta mieszania
zwykła bagietką” – czytam w instrukcji. Domyślam się, że bagietka to plastikowy patyczek dołączony do zestawu razem z pipetką
i mini kubeczkiem z miarką. Przelewam do niego odpowiednią ilość hydrolatu,
potem dodaję skwalen, olejek z pestek malin i ekstrakt z granatu. Ważne jest
dokładne opróżnienie każdej probówki. Substancje zostały precyzyjnie odmierzone
na 30 ml kremu i jeśli zrobię to niestarannie, jego konsystencja będzie zbyt
rzadka. Mieszam. Mój kosmetyk przypomina na razie zmętniały olej. Dodaję żelowy
zagęstnik i znów mieszam bagietką. Olejki stopniowo zmieniają konsystencje i po
minucie rzeczywiście zaczyna powstawać gęsty żółty krem. Kojarzy mi się z budyniem, tyle że pachnie ziołami.
Przekładam kosmetyk do słoiczka, który był w zestawie, dodaję kwas ferulowy i
ekstrakt z alg. Wsypuję czerwony proszek, czyli koenzym Q10. Myślałam, że całość zmieni kolor, ale tak się nie
stało. Dalej dosyć energicznie mieszam. Czary-mary jeszcze pół minuty, kilka
sekund i… mam antyrodnikowy krem nawilżający! Zrobienie go zajęło mi kwadrans i
nie było trudne. Teraz dzielę kosmetyk
na dwie części. Do jednej porcji dodaję osiem kropli konserwantu, drugą
pozostawiam bez wspomagania antybakteryjnego.
Naklejam etykietki na słoiczki, żeby się nie myliły, i odstawiam je do
chłodnej, kuchennej szafki. Preparat będzie gotowy do użycia po 24 godzinach,
kiedy „się ustoi”.
Dzień zaczynam od wklepania własnoręcznie zrobionego
kosmetyku. Zdecydowałam, że będę stosowała go naprzemiennie. Raz wariant z
konserwantem, a raz bez. Mój krem właściwie nie różni się od ekokosmetyków,
które kupowałam. Przeszkadza mi tylko
jego zapach. Według zapewnień
producenta to naturalna woń olejku z organicznie uprawianych granatów. Nie jest
to jednak zapach soczystego i świeżego owocu, tylko aptecznej maści
natłuszczającej albo oleju lnianego. Szkoda. Za to konsystencja jest taka, jak
lubię: niezbyt gęsta i lekko tłusta. Krem dobrze wchłania się w skórę, można
go bez problemu stosować pod makijaż.
Trudno mi dokładnie ocenić jego walory pielęgnacyjne, zauważam jednak, że twarz
jest dobrze nawilżona przez cały dzień( stosuję go tylko rano). Nie mam
podrażnieni, ale rzadko uczulają mnie składniki
kosmetyków. Czy dla osoby o cerze wrażliwej krem też byłby bezpieczny? –
W przypadku osób skłonnych do atopii i chorób skórnych odradzam
eksperymentowanie z samodzielnie wykonywanymi kremami- mówi dr Kamila
Padlewska. – Mogą wywołać podrażnienia, bo składniki naturalne uczulają
częściej niż chemiczne, więc nie należy ryzykować. Zastanawiam się, czy w kremie nie ma groźnych dla skóry bakterii.
Przechowuję go w lodówce, ale nie nakładam szpatułką, tylko palcami.- Jeśli
stosujemy podstawowe zasady higieny, kosmetyk nie powinien być zanieczyszczony-
uważa dermatolog. Chce to sprawdzić. Decyduję, że oba warianty kremu zostaną
przebadane mikrobiologicznie. Po dwóch tygodniach codziennego stosowania
przynoszę słoiczki do Laboratorium Badań
Wyrobów Kosmetycznych i Chemii Gospodarczej IZIS. Najpierw na podstawie
receptury (według oznaczeń INCI) specjaliści sprawdzą skład kremu. Musi być
zgodny z rozporządzeniem ministra zdrowi. Nie może zawierać niedopuszczonych do
sprzedaży składników pochodzenia zwierzęcego, drażniących skórę albo tzw.
substancji limitowanych, czyli takich, których stężenie musi być minimalne, a
ich ilość w kosmetyku dokładnie określona. Dopiero kiedy technolog badający
krem wykluczył zawartość niedozwolonych
związków, preparat poddano badaniu mikrobiologicznemu. Miało stwierdzić lub wykluczyć obecność
grzybów i bakterii. Przez tydzień w obu preparatach ( z konserwantem i bez)
sprawdzono ogólną liczbę drobnoustrojów tlenowych, bakterii i grzybów candida.
Opinia była jednoznaczna: „ Krem antyoksydacyjny odpowiada wymogom kosmetyku,
nie stwarza zagrożenia dla zdrowia pod kątem czystości mikrobiologicznej”.
Jednak sama opinia mi nie wystarcza, chcę wiedzieć, czy składniki kremu
pozytywnie wpływają na skórę? – Trudno to stwierdzić ze stuprocentową
pewnością. Mogę jedynie określić jego
potencjalne działanie, analizując skład- tłumaczy dr Kamila Padlewska.
Zastanawiam się, dla kogo wymyślono
kremy typu „zrób to sam”? – Dla osób, którym już nie wystarcza naturalny
krem z drogerii, bo jednak ma w składzie sztuczne konserwanty, barwniki. Dla
tych, które chcą być pewne, że nie stał miesiącami w magazynach i jest świeży-
mówi dermatolog. – To próba zindywidualizowania pielęgnacji, bezpieczna, jeśli
tylko nie mamy problemów ze skórą: trądziku, atopii. Dlaczego to takie ważne??
– Bo nie wiadomo, jak zadziałają naturalne składniki i konserwanty. Wystarczy,
że warunki przechowywania kosmetyku odrobinę się zmienią i efekt jego użycia
może być daleki od naszych oczekiwań- wyjaśnia lekarz. Dla mnie robienie kremu
to świetna zabawa. Stawiam 10:1, że Ci się spodoba, jeśli lubisz przygotowywać
przetwory czy piec ciasta. Mam zamiar
wyprodukować jeszcze nawilżający balsam do ciała. Jednak po liftingujący krem
do twarzy pójdę do perfumerii albo do apteki. Wiem, że zadziała tylko wtedy,
gdy będą w nim składniki aktywne. A tych w kosmetyku domowej roboty być nie
powinno.
Marta Sadkowska
Twój Styl